http://www.psipsycholog.com.pl

PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 36
SłabyŚwietny 

17 lutego 2010 

No i masz babo placek. Najpierw poproszono mnie o opinię w sprawie bardzo agresywnego fila brasileiro, który pogryzł kilka osób i rozważano eutanazję. Trudna decyzja. Niestety w tym przypadku słabe rokowania. A po chwili na moją skrzynkę pocztową przyszła prośba o terapię yorka, bo jego pani nie podoba się, że piesek za bardzo lubi ludzi... Jak widać trudno wszystkich zadowolić. Pani od yorka wzięła go ze schroniska i zastanawia się czy ktoś go nie oddał właśnie dlatego, że tak do wszystkich serdecznie się garnie. Ponadto wyraziła obawę, że przez tę jego bezgraniczną ufność ktoś się połaszczy na malucha... i go jej ukradnie! Żeby wszyscy opiekunowie psów mieli takie problemy... :c). Zazwyczaj jestem wzywana do hałaśliwych, kąsających gości, lękliwych, sikających po całym domu yorków, a tu taki przypadek, że nie wiadomo co z tym zrobić. Uczyć psa nieufności do obcych? Można, ale po co??? Piesek jest przeszczęśliwy, świat w jego oczach jest rajem, dlaczego zmieniać tak cudowne nastawienie do świata? Można mu tylko pozazdrościć :c). Przedstawiłam pani zalety przebywania w towarzystwie przyjaznego yorka w przeciwieństwie do mogących powstać problemów. Mam nadzieję, że ją przekonałam. Niestety nie odpisała.

 

13 października 2009

Lato bezpowrotnie minęło, a wraz z nim ciepłe, długie dni i wieczory spędzane w towarzystwie gości psiego pensjonatu. Ku obopólnej radości niektóre psiaki odwiedzały nas w ciągu tych kilku miesięcy wielokrotnie :c) i czuły się już jak u siebie w domu :c))). Znały już każdy zakamarek działki, wiedziały gdzie jest ulubione miejsce zabaw (piaskownica!), a gdzie warto skryć się przed palącym słońcem (pod tarasem lub pod wiatą garażową). Dokładnie znały procedury i godziny podawania posiłków oraz nocnego odpoczynku. Psiaki wybawiły się wreszcie na całego. W końcu jak często zdarza się, by mogły od rana do nocy przebywać na świeżym powietrzu w otoczeniu psich pobratymców? Apetyt wszystkim dopisywał, humory również :c).

Było też kilka psiaków, które nie chciały, a właściwie nie potrafiły bawić się z innymi, wolały jedynie biernie obserwować rozbawione towarzystwo. To te, które na co dzień niestety nie mają okazji na kontakty z innymi psami i po prostu nie bardzo wiedzą jak się do tego zabrać. Aż żal było na nie patrzeć...

Kilka psów, cierpiąc na nadprzywiązanie do opiekunów, wyło, szczekało i stresowało się w nocy, nie będąc przyzwyczajonym do samodzielności. Starałam się ukoić ich nerwy, ale im potrzebna była regularna terapia opiekunów. Szczególnie jeden przypadek wymagał ogromnego zaangażowania i troski. Ten uroczy gończyk zapadł mi głęboko w serce, przeżywałam wraz nim jego ogromne emocje. Opiekunowie nie byli świadomi cierpień, jakie przeżywał za każdym razem, gdy zostawał sam w domu. Pobyt w Pensjonacie zaowocował intensywną terapią pieska.

Mimo iż do Pensjonatu przyjmujemy tylko łagodne psy, zdarzały się też nerwowe sytuacje pomiędzy samcami. Niektóre z nich niestety musieliśmy trzymać od siebie z daleka. Trzeba było dbać o przyjazną atmosferę - żadne bójki nie wchodziły w grę! 

Gościliśmy też berneńczyka, z którym musieliśmy postępować bardzo umiejętnie, ponieważ w swoim domu nauczył się groźnie powarkiwać, wyrażając w ten sposób swoją dezaprobatę. A że psisko ma swoją wielkość i masę, nie było miejsca na żarty. Nie chcieliśmy jednak i nie mogliśmy mu się podporządkować. Łagodnymi perswazjami udawało nam się przekonać go, że warto wykonywać nasze polecenia. Ufff.

No i tak radziliśmy sobie z wesołą psiarnią. Śmiechu, wspomnień i zdjęć pozostało bez liku :c). Szczególnie ciekawe było obserwowanie zmian w zachowaniu szczeniaków na przestrzeni tych kilku miesięcy. To było cudowne - widzieć, jak zbierają najważniejsze doświadczenia swojego życia. Dosłownie dojrzewały na naszych oczach. Myślę, że jeszcze nie raz się spotkamy. :c))))

 

4 lipca 2009

Otwarcie Pensjonatu dla psów okazało się strzałem w dziesiątkę. Wiele „hoteli” a właściwie przechowalni dla zwierząt oferuje jedynie klatki w zamkniętych pomieszczeniach, psiaki nie tylko nie mają kontaktu ze sobą wzajemnie, ale też ze światem zewnętrznym. Dla mnie jako zoopsychologa wygląda to koszmarnie. Stworzyłam więc u siebie na działce warunki, gdzie psiaki mogą miło i przyjemnie spędzić wakacje bez właścicieli i chętnie tutaj wracają.

Mimo, że Pensjonat funkcjonuje dopiero od dwóch miesięcy, są psy, które odwiedziły mnie już dwukrotnie. Świetnie się bawią z innymi psami, szaleją całe dnie i ani myślą o powrocie do domu ;c). Aklimatyzują się błyskawicznie, mają dość przestrzeni, by się bawić, a także by znaleźć dla siebie ustronny kącik, jeśli mają taką potrzebę. Dbam o to, by każde z nich było radosne i szczęśliwe i żadnemu nie działa się krzywda. Przytulę kiedy trzeba, rzucę piłkę, a kiedy ktoś się zanadto naprzykrza, to go oddzielę od reszty. Całe dnie spędzają na świeżym powietrzu, w otoczeniu zieleni, mogą kopać doły ile wlezie w specjalnie dla nich przygotowanej piaskownicy i szarpać się z pobratymcami :c).

Dbam o nie jak o swoje, poznaję do głębi i w razie potrzeby koryguję ich zachowania. Większość psiaków jest po prostu rozpieszczonych, właściciele często nie dają sobie z nimi rady, wiadomo, ulubione pupile i czasu brak... i czasami cierpliwości i nerwów... A ja tu bez porządku w dużej grupie zwyczajnie nie dałabym sobie rady, na głowę by mi weszły, więc są pewne wymagania i żelazna konsekwencja...

Czasami potrzeba wiele czasu i samozaparcia z mojej strony, ale warto, zyskuję autorytet i psiaki wiedzą, że zasady są święte :c). Oczywiście nie ma mowy o jakiejkolwiek przemocy czy krzykach. Wszystko na spokojnie, ale jednoznacznie, klarownie i konsekwentnie. Spędzamy więc sobie tutaj razem dni pełne wrażeń, na wesoło, w przyjaźni i zgodzie. Poświęcam im naprawdę wiele czasu, ale kiedy widzę ich uśmiechnięte pyski i merdające pupy, wiem że są szczęśliwe, a to jest dla mnie najważniejsze. Nie odczuwają smutku z powodu rozłąki ze swoimi opiekunami, one po prostu są na wakacjach, na prawdziwych letnich koloniach :c).

 

 

31 marca 2009

Poprowadziłam seminarium na temat zoopsychologii na SGGW w Warszawie. Wywołałam spore zainteresowanie, studenci mieli mnóstwo pytań. Wielu z nich przedstawiało swoje własne problemy z psem lub kotem. To naprawdę dziwne, że tak mało osób próbuje szukać pomocy i zmienić sytuację zwierzęcia i swoją. Oczywiście nie zabrakło też spornych kwestii i ostrych dyskusji. Nie mogę powiedzieć, żeby wiało nudą ;c). Sprawili mi naprawdę dużo radości :c). Odkryłam w nich otwartość, zapał i siłę. Tak trzymać.

Rozdzwoniły się też telefony w sprawie pensjonatu. Niestety przyjmuję do siebie tylko łagodne psy. Nie mam kojców ani osobnych, dużych boksów, nie mogę więc przyjąć agresywnych pensjonariuszy. Zastanawiające jest jednak to, że właściciele tych kochanych przecież zwierząt nie chcą słyszeć o terapii, zaakceptowali ich agresję i ciągłe kłopoty z nią związane. Jestem zadziwiona ich hartem ducha i wytrwałością.

 

9 lutego 2009

Dawno nie pisałam, grudzień - wiadomo, czas przedświąteczny :c), na dodatek przed Świętami przybłąkął mi się pies o psychice i potrzebach husky, więc miałam z nim sporo pracy.... i biegania ;c) a w styczniu zgłosili się wszyscy Ci, którzy pod koniec roku nie mieli już siły ani ochoty na rozwiązywanie problemów ze swoim pupilem, brakowało więc czasu na pisanie.  Z radością zauważam, że opiekunowie mają coraz większą wiedzę na temat wychowania psów. Naprawdę się starają. Kiedy jednak odwiedzam takie miejsca jak schroniska, zastanawiam się dlaczego są takie przepełnione. Dlaczego jest w nich tak wiele bezpańskich, nieszczęśliwych istot? Dlaczego w ogóle ludzie biorą do domu psa? Czasami jest to spełnienie wieloletniego marzenia, potrzeba ciepła, bliskości, ucieczka przed samotnością, chęć pomocy drugiej istocie. Czasami niestety to tylko działanie pod wpływem impulsu, spełnienie kaprysu, potraktowanie psa jako jednego z wielu dóbr konsumpcyjnych. Czasami pies ma być jedynie narzędziem użytkowym, pilnującym obejścia.  Często nawet mimo naszych najlepszych chęci, okazuje się, że nie radzimy sobie z psem, bo nie słucha nas, ucieka, niszczy mieszkanie czy załatwia się pod naszą nieobecność. Jesteśmy wściekli, liczyliśmy na miłą przytulankę, bezwarunkową miłość, a spotyka nas taka „niewdzięczność”. Czujemy się sfrustrowani i głęboko rozczarowani. W takiej sytuacji na szczęście coraz więcej osób zgłasza się po pomoc do zoopsychologa i razem udaje nam się rozwiązać problem. Niektórzy jednak potrafią po prostu pozbyć się psa, przywiązać go do drzewa, wyrzucić z samochodu... tylko jak potem można żyć w spokoju własnego sumienia???  

 

9 grudnia 2008

Przyjechała ekipa Polsat Cafe zrobić ze mną wywiad. Zaledwie kilka pytań, ale chyba nie spełniłam ich oczekiwań. Kręcili materiał dla programu "Looksus" o ekskluzywnych usługach... a praca zoopsychologa wcale nie należy do towarów luksusowych. Byli zaskoczeni, że każdego stać na moją wizytę i terapię. Dotąd uważali, że to jakieś "świrowanie", żeby z psem do psychologa chodzić... a tu okazuje się, że spotykam się z poważnymi, a nie wydumanymi problemami i na dodatek w prosty sposób potrafię je rozwiązać. Poza kamerą dopytywali się o szczegóły. Zauroczyły ich oczywiście moje spokojne psiaki, szczególnie dobermanka, która dzielnie sekundowała mi w trakcie nagrania :c). 

 

20 września 2008

Spotykam naprawdę cudownych opiekunów zwierząt (nie lubię określenia „właściciele”). Widać jak bardzo zależy im na dobru psa. Słuchają uważnie moich wyjaśnień i stosują się do zaleceń. I co najważniejsze: zadają pytania. Nawet wydawałoby się najbłahsze, ale nie wahają się, chcą mieć pewność, rozwiać wszelkie wątpliwości. To bardzo ważne. Nie raz przekonałam się jak łatwo o nieporozumienie, dlatego kiedy widzę niepewność w oczach, dokładnie sprawdzam czy dobrze się rozumiemy i pokazuję o co dokładnie chodzi. Kiedy kiwają głowami i słyszę: „Aha, teraz rozumiem” i potrafią prawidłowo zareagować na zachowanie psa, jestem pewna, że sobie poradzą i terapia przyniesie szybkie efekty. Czasami dzwonią albo posyłają mi e-maile zaniepokojeni nagłą zmianą zachowania psa i chcą się upewnić, czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Za żadne skarby nie chcą zranić czy unieszczęśliwić swoich pupili. Czasami boją się, że pies ich źle zrozumie, że będzie mu przykro i smutno. To piękne i wzruszające, ale i trudne chwile. A potem, po kilku dniach, widząc dobroczynne efekty terapii i poprawę samopoczucia psa, ich wątpliwości znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Cieszę się, że mi ufają.  

 

01 sierpnia 2008

Dawno nie pisałam... bo gorąco, dużo zajęć i wiele osób na urlopach, więc i ja się odrobinę rozleniwiłam ;c). Ostatnio miałam prawie same przypadki z siusianiem i kupkaniem w domu, ale było też kilka z typowym lękiem przed nowymi bodźcami, czyli strach przed spacerem w mieście, gdzie hałas, tłum i natłok wrażeń. Skąd się to bierze? Ano z braku socjalizacji w odpowiednim wieku. Przerażają mnie nieodpowiedzialni hodowcy, którzy nie dbają o prawidłowy rozwój swoich szczeniąt. Jeszcze mogę zrozumieć (choć z trudem) błędy popełnione przez „domowe” hodowle, ale „profesjonalne” hodowle psów rasowych nie! Z profesjonalnością nie mają one nic wspólnego, jest to zwykła masówka i chodzi wyłącznie o kasę. Nic ich nie obchodzi los psów ani przyszłych właścicieli. Trzymają zwierzaki w klatkach tzw. kennelach, te psiaki nie mają kontaktu ani z różnorodnymi bodźcami ani z ludźmi, często są odłączane od matki w wieku 5 tygodni, a więc za wcześnie, by nauczyć się od matki języka „psów”, kontroli gryzienia itp., a potem właściciele mają ogromne problemy. Ludzie biorą sobie rocznego spaniela angielskiego, który... boi się smyczy, spaceru, wszystkiego... nie mają żadnej wiedzy na temat wychowania psów, myślą pewnie, że jak biorą dorosłego psa, to mają za sobą wszelkie „problemy szczenięce”. A guzik prawda, rocznego psa nauczyć „świata ludzi” jest stokroć gorzej niż szczeniaka. Pies, który pozostawał w kennelu na wsi, nie zna ulicy, nie zna smyczy, nigdy nie był na spacerze, w ogóle nigdzie nie był, boi się wszystkiego i wszystkich. Nowi właściciele nie wiedzą co się dzieje, na siłę psa ciągną, on jest coraz bardziej przerażony i problem się tylko pogłębia. Ratunku! Pies ma uczucia, wrażliwość, nos, uszy, oczy i serce, to żywe delikatne stworzenie. Nie łudźmy się jednak, nie potrafi się posługiwać ludzkim językiem, nie powie więc co się z nim dzieje, nie opowie na kozetce u psychoanalityka jak wyglądało jego dzieciństwo. Nie jest też jasnowidzem, dlatego nie zawsze rozumie nasze intencje. Dziecko wychowane na głuchej wsi, które nigdy nie opuściło swojej zagrody, będzie przeraźliwie zagubione w centrum dużego miasta, ogłuszone hałasem, wystraszone tłumem ludzi, samochodów i natłokiem reklam, świateł. Będzie chciało schować się w jakiejś bezpiecznej dziurze. Takie dziecko przyzwyczajać trzeba do miasta bardzo cierpliwie, powolutku. Dokładnie tak samo jest z tym psem wyciągniętym z dnia na dzień z kennela... 

 

27 czerwca 2008

Ufff. Wreszcie udało mi się zakończyć pracę nad e-bookiem „Poradnik PSIEGO PSYCHOLOGA”. Nie było wcale łatwo znaleźć czas i siły, długo się to ślimaczyło... ale w końcu zaczęły się wakacje, w związku z czym mam trochę mniej klientów i znalazło się trochę dodatkowego czasu. Miałam nakreślony w głowie tylko ogólny plan i ponaczynane teksty, ale właściwie był to wielki bałagan, w końcu nie wiedziałam o czym już wspomniałam, a o czym warto jeszcze napisać. Porzuciłam więc na chwilę komputer, naparzyłam sobie dobrej kawy z mleczkiem, jeszcze dla animuszu napsiukałam na szczyt filiżanki bitej śmietany z tuby i usiadłam przy stole w kuchni. Wyciągnęłam tradycyjny kajet w kratkę i cienkopis i nareszcie zrobiłam porządny spis rozdziałów i podrozdziałów. No, teraz wiedziałam na czym stoję! A potem już ruszyło... Jeszcze tylko szlifowanie, wprowadzenie, zakończenie i fotografie psów... i gotowe. Jestem naprawdę zadowolona z rezultatu. Gdyby tylko ktoś jeszcze zechciał zastosować się do moich uwag.... No bo wyobraźcie sobie, że przedwczoraj pisze do mnie właścicielka psa opisując agresję swojego pupila i prosi o krótką radę. Odpisuję, że to jest zawsze kompleksowy problem i krótka rada nie pomoże, muszę zadać trochę pytań pomocniczych. I co? I nic. Cisza. Naprawdę nie można tak na pstryk zmienić zachowanie psa. Trzeba najpierw poznać przyczynę agresji, dowiedzieć się jak wyglądają zwyczaje w domu, jakie pies ma przywileje, gdzie śpi, czy ma stały dostęp do karmy, itp., itd. Dopiero wtedy można zastosować program terapii. Właścicielka się nie odezwała i co? Zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się co się dalej dzieje - bo to oczywiście nie pierwszy i pewnie nie ostatni taki przypadek. Wyobrażam sobie, że rozpytuje wszystkich naokoło co ma zrobić i ten doradzi to, ten tamto.... W końcu przecież musi coś zrobić ze swoim problemem z psem. Mam nadzieję, że trafi na odpowiednią osobę i nie zostaną popełnione kolejne błędy. Życzę wszystkim jak najlepiej, bo bardzo mi zależy, aby psy i ludzie żyli razem szczęśliwie. Zawsze martwi mnie sytuacja, kiedy właściciele nie są chętni do pracy i zmian, a przecież nie ma innego wyjścia.... i im prędzej tym lepiej... A najbardziej mi żal tych psiaków, bo co one winne...? 

 

12 czerwca 2008

Martwi mnie gigantyczna cena benzyny. Dojazdy do klientów robią się coraz bardziej kosztowne i muszę niestety w zależności od odległości podnosić cenę. To jakieś szaleństwo, żeby jedną trzecią kosztu mojej wizyty pochłaniało paliwo!!! Czuję się tak, jakbym pracowała nie dla klientów, ale na utrzymanie koncernów paliwowych... Przy moich zarobkach to raczej haracz niż cena. Niezmiernie za to cieszy mnie, że coraz więcej osób zgłasza się do mnie z prośbą o pomoc w poprawieniu ich relacji z ukochanym psem. Czasami sprawy stoją już na ostrzu noża. Jestem wtedy ostatnią deską ratunku. Jeśli problem jest już mocno zaawansowany, potrzeba poświęcić trochę pracy. Naprawdę jednak czasami tak niewiele trzeba, aby osiągnąć tak wiele... :c)   

 

27 maja 2008

Dzisiaj nadeszła wreszcie moja reklama magnesowa „Psiego Psychologa” do zamieszczenia na samochodzie - sama ją zaprojektowałam, patrzy na niej trochę spode łba jedna z moich dzielnych suczek :c). Kolor nie do końca spełnił moje oczekiwania, o czym nie omieszkałam natychmiast poinformować wykonawcę, ale czasami tak to jest kiedy zamawia się przez internet... Za to z nowych wizytówek (inny wykonawca, ale też z allegro) jestem bardzo zadowolona, zamówiłam też zaraz u niego naklejki. OK, przyczepiłam na bokach mojego autka reklamę, wsiadłam i pojechałam do zaprzyjaźnionej pani weterynarz. Właśnie sterylizowała jedną z kotek przywiezionych przez Straż dla Zwierząt, pozostałe dwie czekały w kolejce. Martwię się jak te kotki sobie poradzą po trzydniowej nieobecności w swoim środowisku. Stracą specyficzny zapach grupy, do której należały i nie zostaną tak łatwo zaakceptowane z powrotem. W tej chwili priorytetem jest jednak kontrola rozrodu. - Są prawie dzikie, poradzą sobie - pocieszają mnie w gabinecie. Ale, ale... po drodze oczywiście zapomniałam co wozi teraz moje auto, do czasu... gdy stanęłam na światłach, a faceci pracujący przy drodze zaczęli wskazywać mnie palcami i robić sobie żarty. No cóż, fajnie, że mogę komuś poprawić humor, chociaż w ten sposób ;c). Nikt więcej nie zareagował w podobny sposób (na razie), ale uświadomiłam sobie, że muszę się z tym liczyć. W sumie nie ma się czemu dziwić, ludzie sami nie chodzą do psychologa, a co dopiero z psem.... ale przyzwyczają się :c). 

 

20 maja 2008

Tym razem wezwano mnie do biszkoptowej kundelki wielkości Golden Retrievera. Kiedy podeszłam do furtki, wyskoczyła na mnie z wielkim ujadaniem, wystarczyło jednak przekroczyć próg posesji, by suczka lękliwie skryła się za swoją panią. Trzyletnia suka panicznie boi się burzy i jest bardzo nieufna wobec ludzi, nie sposób nawet zabrać ją do weterynarza. Szczególnie lękliwie reaguje na mężczyzn. Właścicielka jest starszą osobą, która mieszka samotnie za miastem, a pies przebywa cały czas w domu lub ogrodzie. Suka została przygarnięta ze schroniska jako szczenię i praktycznie tylko sporadycznie wychodzi poza ogrodzenie. No cóż, sprawa była prosta. Starsza pani nie zadbała o socjalizację swojego pieska. Skoro suka w zasadzie nie ma kontaktu z ludźmi, ruchem ulicznym, różnorodnością bodźców, to nie można się dziwić, że wszystkiego się boi. Teraz o wiele trudniej będzie przyzwyczaić ją do ludzi, zwierząt i hałasu. Trzeba będzie podbudować jej pewność siebie i powoli zabierać w nowe miejsca. Na początku zaleciłam zabierać ją w spokojne okolice, a z czasem wystawiać na coraz silniejsze bodźce. Właścicielka była wyraźnie zdenerwowana perspektywą zabierania ze sobą psa do pobliskiego miasteczka, uważając, że musi ją chronić przed stresem: - Ona jest taka przerażona, gdyby pani widziała, co ona wyprawia... - patrzyła na mnie błagalnie. Obserwując starszą panią stało się dla mnie jasne, że zdenerwowanie i niepewność właścicielki udziela się jej pupilce. Całe dnie przybywały niemal wyłącznie w swoim towarzystwie i pies był niezmiernie przywiązany do swojej pani. Jej emocje natychmiast znajdywały odzwierciedlenie w zachowaniu suki. Moje przypuszczenia potwierdziły się, kiedy zaczęły się opowieści o lęku przed burzą... właścicielka bała się błyskawic i grzmotów, nic więc dziwnego, że suka widząc przerażenie w oczach swojej pani kryła się w najdalszym zakątku szafy ubraniowej. Widziałam, że są nikłe szanse na to, że starsza pani zadba o pokazanie suce szerokiego świata bogactwa wrażeń i zapachów, dlatego największy nacisk położyłam na nagradzanie psa w trakcie wizyt obcych ludzi. Na razie tylko tyle mogłam dla niej zrobić... 

 

5 maja 2008

Wydawałoby się, że jeśli ktoś zgłasza się z problemem do psiego psychologa i płaci za poradę, to można się spodziewać, że wszystko już pójdzie gładko. Niestety nie zawsze tak bywa.Właścicielka mieszańca przeszła te wszystkie etapy, ale oczekiwała raczej cudownej pigułki, a okazało się, że coś trzeba zmienić, samemu popracować z psem i wykazać się cierpliwością i wytrwałością. Oczywiście najlepiej nie popełniać błędów wychowawczych i cieszyć się zgodnym i radosnym życiem z naszym pupilem. Coż z tego, skoro bardzo często bierzemy sobie pieska bez poprzedzających ten fakt (który potrwa kilkanaście lat!) przygotowań. Pies to pies, a nie człowiek i zupełnie inaczej postrzega zasady współżycia w rodzinie. Chcemy, czy nie, pies pochodzi od wilka a nie od stworzenia człekokształtnego i warto dowiedzieć się jakimi zasadami się kieruje. Warto wiedzieć, że pies nie potrafi przewidywać, nie pamięta co działo się kilka minut temu, nie lubi być sam i musi się codziennie wybiegać. Najpierw trzeba przeczytać dobry poradnik, a potem dopiero decydować się na nowego towarzysza życia. A jeśli pojawiają się problemy, jak najszybciej szukać wyjaśnienia i rozwiązania. Nie czekać, tylko pytać (ale nie koleżankę ze skwerku, która wie niewiele więcej od nas samych), zgłaszać się po pomoc do specjalisty zanim problem się pogłębi. Niestety do psiego psychologa trafiają właściciele psów, którzy już stracili siły i są zmęczeni, sfrustrowani. Ponieważ zabrakło natychmiastowej korekty zachowania, na poprawę trzeba teraz czekać - czasami kilka dni, a czasami kilka tygodni, a nawet miesięcy. Kiedy właściciele to słyszą, czują się zawiedzeni i zniechęceni. A prawda jest taka, że trudno oduczyć psa w pięć minut tego, co robi od kilku lat... ale warto, naprawdę warto poświęcić kilka minut dziennie przez miesiąc i mieć spokój przez kolejne 10 lat... 

 

26 marca 2008

Wczoraj odwiedziłam małżeństwo, które sygnalizowało problemy z nadpobudliwością swojego pudelka. Kiedy weszłam do środka, skoczył na mnie radosny, energiczny psiaczek. Skakanie na ludzi jest jednym z utrapień, na które skarżą się jego właściciele. Z przeprowadzonej rozmowy dowiedziałam się, że kiedy zjawiają się goście, pudel jest zamykany w jednym z pokoi, żeby nie zakłócał spokoju i nie ściągał jedzenia ze stołu. Przyjrzałam się dokładnie tej sytuacji: pies był pozostawiany sam sobie, pozbawiony swojego posłania oraz jakichkolwiek zabawek. Muszę przyznać, że podziwiałam go za cierpliwość i posłuszeństwo w takiej sytuacji. Siedział cichutko i nikogo niepokoił, a przecież pudel ma dość żywy temperament. Gdy spytałam czy pies niszczy przedmioty, okazało się, że pogryzł jedynie swój własny kocyk. Po tej rozmowie oraz obserwacji zachowania pieska, zrobiłam mu jeszcze tylko dla porządku krótki, prosty test, który potwierdził moją diagnozę. Piesek był najzupełniej zdrowy, nic nie wskazywało na to, by był nadpobudliwy. Jedyne, czego mu brakowało, to zabawy i prawdziwego spaceru, żeby mógł się wybiegać i nacieszyć nowymi wrażeniami. Poinstruowałam właścicieli jak oduczyć psa skakania na ludzi oraz szperania po stole i wspólnie wyszliśmy na spacer. Tutaj pojawił się kolejny problem: ciągnięcia na smyczy, który także wymagał korekty.

Pudle to wrażliwe i bardzo inteligentne stworzenia, na dodatek nie linieją... co jest naprawdę duuuużym plusem. Kiedyś nie darzyłam ich specjalną sympatią, ale zmieniłam zdanie :c).
Podczas takich spotkań jak to okazuje się, że właściciele mało wiedzą na temat potrzeb psa i zasad, którymi się kieruje. A naprawdę tak niewiele potrzeba, aby nasze współżycie pod jednym dachem przebiegało radośnie i harmonijnie.

 

Ankieta

Jakie problemy sprawia Twój pies?